Od pewnego czasu obserwuję bardzo
pozytywną tendencję. Wychudzone „wzory do naśladowania” zastępowane są
normalnie wyglądającymi kobietami. Niestety, daleka droga jeszcze przed nami. Zakorzenione
przez dziesiątki lat wieszakowate figury, wystające żebra i pozapadane brzuchy
jeszcze długo nie zostaną zastąpione wzorem normalnego ciała. Przyznaję, sama
zawsze porównuję się z tymi chudzinami. Owszem, nie chcę wyglądać jak szkielet
ale denerwuję się przybyłymi kilogramami, oponą na brzuchu i odstającymi
boczkami, które pojawiły się nie wiadomo skąd. Taką nam zrobili wodę z mózgu
kreatorzy mody. Przecież to, tak naprawdę nie nasz wymysł, a ludzi, którzy
narzucili nam swoje ideały piękna. Kiedyś rubensowskie kształty, teraz
kościotrupy. Przecież skądś wzięły się anoreksja czy bulimia, gdyby nie
promowane obrazy szczupłych modelek, podretuszowane w programach komputerowych,
żadna kobieta czy mężczyzna, nawet dziecko, nie chciałoby wyglądać, jak
nieistniejący pierwowzór. Oczywiście, otyłość też nie jest niczym dobrym ale
powinno się ją rozpatrywać wyłącznie z punktu widzenia zdrowotności a nie
wizerunku, piękna itp. Przecież tak naprawdę nie ma definicji piękna człowieka.
Każdy jest inny i piękny.




