Lubię
twórczość Stephena Kinga, dreszczyk emocji i trochę strachu są mile widziane.
Książka, o której piszę to mikro powieść, takie bardziej rozbudowane
opowiadanie.
twórczość Stephena Kinga, dreszczyk emocji i trochę strachu są mile widziane.
Książka, o której piszę to mikro powieść, takie bardziej rozbudowane
opowiadanie.
Bohaterem książki jest Scott Carey. Został porzucony przez żonę,
zaczyna mieć nadwagę i w zasadzie to na tyle, jeśli chodzi o jego problemy życiowe.
Pewnego dnia okazuje się, że zaczyna chudnąć, a konkretniej tracić na wadze.
Niby nic dziwnego, jednak mimo iż kilogramy lecą w dół, wygląd zewnętrzny
bohatera się nie zmienia. Co jeszcze dziwniejsze, niezależnie od tego w co jest
ubrany, czy ma jakiś ciężar w ręce, waga jest od tego niezależna. Początkowo
Scott podejrzewa u siebie raka z czasem jednak dochodzi do wniosku, że po
prostu znika. Kilogramy spadają, a pewnego dnia po prostu uniesie się w
powietrzy i odleci. Pogodzony z tą sytuacją Scott postanawia zrobić ostatnią
dobrą rzecz w życiu – pogodzić się z nowymi sąsiadkami. Lesbijskim małżeństwem,
które sprowadziło się do Castle Rock by prowadzić restaurację. Małe miasteczka
mają to do siebie, że nie lubią obcych. Zwłaszcza tak innych obcych.
zaczyna mieć nadwagę i w zasadzie to na tyle, jeśli chodzi o jego problemy życiowe.
Pewnego dnia okazuje się, że zaczyna chudnąć, a konkretniej tracić na wadze.
Niby nic dziwnego, jednak mimo iż kilogramy lecą w dół, wygląd zewnętrzny
bohatera się nie zmienia. Co jeszcze dziwniejsze, niezależnie od tego w co jest
ubrany, czy ma jakiś ciężar w ręce, waga jest od tego niezależna. Początkowo
Scott podejrzewa u siebie raka z czasem jednak dochodzi do wniosku, że po
prostu znika. Kilogramy spadają, a pewnego dnia po prostu uniesie się w
powietrzy i odleci. Pogodzony z tą sytuacją Scott postanawia zrobić ostatnią
dobrą rzecz w życiu – pogodzić się z nowymi sąsiadkami. Lesbijskim małżeństwem,
które sprowadziło się do Castle Rock by prowadzić restaurację. Małe miasteczka
mają to do siebie, że nie lubią obcych. Zwłaszcza tak innych obcych.
To opowieść, w której nie mamy potworów, poczucia grozy. To krytyka ksenofobicznych nastrojów wśród Amerykanów, jak i
przytyk w stronę Donalda Trumpa i jego wyborców. Książka ma prostą konstrukcję, czyta się ją szybko i spokojnie.
przytyk w stronę Donalda Trumpa i jego wyborców. Książka ma prostą konstrukcję, czyta się ją szybko i spokojnie.
Trudno też nie odczytać tej książki jako próby oswojenia
śmierci. Bo to jest opowieść o umieraniu. Stopniowym odchodzeniu i chwili, gdy
nas już nie ma. To bardzo spokojna, zdystansowana opowieść.
śmierci. Bo to jest opowieść o umieraniu. Stopniowym odchodzeniu i chwili, gdy
nas już nie ma. To bardzo spokojna, zdystansowana opowieść.
To bardzo dobra książka, trochę inna niż typowe horrory Kinga,
ale mimo wszystko świetna. Czas poświęcony na jej przeczytanie nie był
straconym.
ale mimo wszystko świetna. Czas poświęcony na jej przeczytanie nie był
straconym.





Comments
Po ostatnim jego duecie z synem, przekonać się nie mogę. Ale nie ukrywam, książka kusi ale to może później;)
Temat dzieła wydaje się bardzo interesujący. Może w końcu uda mi się sięgnąć po coś tego doskonale znanego w Polsce autora. Pozdrawiam!
Kiedyś Kinga trochę czytałem, potem długa przerwa, dzisiaj znam jego twórczość raczej dzięki ekranizacjom, ale chyba za książkę jego nie sięgnę.
Słyszałam ostatnio o tej książce. Bardzo interesujący temat. Dużo książek Kinga w życiu przeczytałam, ale widać wciąż coś może mnie zaskoczyć!
Oswoić śmierć nie jest łatwo… Z przyjemnością sięgnę po tę pozycję, aby zaspokoić swoją czytelniczą ciekawość.
Chyba już wiem co chcę na Mikołaja 😀
Uwielbiam twórczość Kinga dla mnie to mistrz jedyny w swoim rodzaju. Każda jego książka to małe dzieło sztuki. Polecam każdemu kto tego Pana jeszcze nie zna 🙂
Stale na Legimi widzę ten tytuł i zastanawiam się czy czytać, czy nie. Coś się do Kinga przekonać nie mogę, więc pewnie na razie sobie odpuszczę, ale domyślnie chciałabym go lepiej poznać 🙂
chętnie bym kupila, ale poki co mam taka kolejke, ze wstyd